wtorek, 21 marca 2017

Gdy obca kobieta opiekuje się Twoim chorym dzieckiem

Temat znany chyba każdemu rodzicowi - jest wieczór, rodzina szykuje się powoli do pojścia spać, trwają ostatnie przygotowania do zaśnięcia. Dzieci leżą już w łóżkach i nagle ciszę przerywa obrzydliwy kaszel jednego z maluchów. W głowie rodziców pojawiają się momentalnie możliwe scenariusze wydarzeń: gorączka, choroba, wizyta u pediatry, nieobecność w szkole i/lub w pracy, zawalenie ważnych zawodowych terminów. Tak, tak, od jednego kaszlnięcia wszystko się może zacząć...

Zwłaszcza nam emigrantom brak codziennej pomocy ze strony rodziny nie jest obcy - większość dziadków i zaprzyjaźnionych ciotek mieszka kilkaset, jeśli nie kilka tysięcy kilometrów od nas i nie ma opcji szybkiego, spontanicznego niesienia pomocy w postaci opieki nad chorym dzieckiem.

Jak radzić sobie w przypadku nagłej choroby dziecka?


Kiedy moje dzieci przyszły na świat, miałam zawodową przerwę, tzn. nie chodziłam do pracy. W przypadku choroby po prostu zostawałam z Synkami w domu i opiekowałam się nimi, dopóki nie wyzdrowieli. Oczywiście niezawsze było to łatwe i wygodne, bo jednak czasami miałam swoje priorytety, zadania i deadline'y, jednak - ponieważ pracowałam wtedy głównie z domu - udawało mi się jakoś te role połączyć. Choć nie ukrywam, że niekiedy frustracja i rozgoryczenie dochodziły do głosu - w okresie zimowym zdarzało się bowiem, że średnio co dwa tygodnie ktoś był chory!

Od ponad pół roku ponownie chodzę do pracy biurowej - od poniedziałku do piątku. I mimo, że Synkowie są już starsi i dużo odporniejsi, nadal zdarza im się chorować. Niekiedy co 3-4 tygodnie pojawia się nowa infekcja - tym razem żadnej z nich nie mogę po prostu "przeczekać" w domu, bo ze względu na pracodawcę muszę na czas donieść zaświadczenie o chorobie od lekarza. Trochę to uciążliwe, ale przynajmniej wtedy kasa chory pokrywa koszty mojej nieobecności w pracy.

A co na to mój pracodawca? No cóż, zatrudniając mamę z dwójką dzieci, musiał liczyć się z tym, że co jakiś czas, właśnie ze względu na te dzieci, nie będę mogła pojawić się w pracy. I niby wszyscy rozumieją, ale ja czuję sporo presję tego, że ZNÓW mnie nie ma. I wiem, że jak wrócę, trudno będzie nadgonić stracone godziny i nadrobić niewykonane obowiązki. Więc może tę presję tworzę trochę ja sama, stawiając sobie wysoko poprzeczkę, stresująć się niepotrzebnie? To takie dylematy na marginesie, w końcu nie o tym miał być ten artykuł, a raczej o możliwościach pomocy w przypadku choroby potomka.

Zdrowieć w domu


Kolejnej choroba dziecka oraz - nieukrywajmy - mega stres związany z koniecznością pójścia do pracy, a raczej z ciśnieniem, jakie może wyniknąć, że się w tej pracy jednak nie pojawię, skłoniły mnie do poszukania alternatyw.

Gdzieś, kiedyś wpadła mi w rękę ulotka monachijskiego stowarzyszenia Zu Hause Gesund Werden, które wspiera rodziny dokładnie w takich przypadkach. W sposób prosty i nieskomplikowany pośredniczy w zorganizowaniu spontanicznej opieki do dziecka. Taka sprawdzona opiekunka przyjedzie do nas do domu i pod naszą nieobecność zajmie się chorowitkiem, a nawet da mu potrzebne lekarstwa (jeśli malec sobie na to pozwoli...).



Jak to działa? Aby otrzymać niezbędną pomoc, należy zadzwonić do stowarzyszenia w dni robocze między godz. 8:00 a 13:00 (089-290 44 78), najlepiej dzień przed planowaną opieką. Dużurujące pod telefonem panie zapisują nasze dane (adres, telefon, krtki opis choroby dziecka) i "ruszają" dalej telefonicznie na poszukiwanie opiekunki, która ma tego dnia czas, aby do nas przyjść. Jeśli znajdą taką osobę, oddzwonią do nas, informując nas o danych opiekunki i potwierdzając możliwość pomocy. Bardzo fajne jest również to, że nikt nas nie wypytuje, a po co, a gdzie, a czy trzeba. Po prostu jest potrzeba, to wysyłamy pomoc.

Koszt takiej usługi to 6,50 euro/godzinę opieki oraz koszty dojazdu (bilet MVV). W przypadku opieki nad dwójką dzieci, cena ta wzrasta do 7,50 euro/godzinę. Uwierzcie mi, żadna prywatna opiekunka do dziecka, nie kosztowałaby tak niewiele! Aha, w przypadku nagłego odwołania przez Was umówionego spotkania, musicie ponieść koszty w wysokości 25 euro tzw. opłaty manipukacyjnej.

Moje doświadczenia


Z pomocy stowarzyszenia Zu Hause Gesund Werden skorzystałam już dwa razy - za pierwszym razem przez dwa dni chory był młodszy Synek, za drugim razem przez trzy kolejne dni chorował starszy Synek. I to nie jest tak, że zostawiałam dzieci totalnie chore z obcą babą w domu - piszę to celowo, żeby uniknąć komentarzy tych z Was, którzy w tym momencie myślą, że jestem wyrodną matką. W obu przypadkach przeczekałam z dziećmi kulminację choroby w domu i kiedy były jeszcze za słabe na przedszkole lub kiedy po prostu ryzyko zakażenia innych było nadal zbyt duże, poprosiłam o pomoc z zewnątrz.

Największym wyzwaniem jest fakt, że najczęściej nie znamy osoby, która do nas przychodzi. W przypadku młodszego Synka była to ta sama opiekunka przez dwa kolejne dni, największy szok był zatem pierwszego dnia. Jednak przy starszaku panie zmieniały się codziennie i za każdym razem trzeba było się nastawić na nową formę opieki. Mimo wszystko jednak nie uważam tego za wielki problem - moje dzieci nie są już zupełnie małe i ze swoimi czterema i sześcioma latami dają sobie radę i w takich sytuacjach.

Panie, które do nas przychodziły i które stowarzyszenie Zu Hause Gesund Werden na te okoliczności specjalnie szkoli, są w większości starszymi osobami, najczęściej na emeryturze, które mają czas i ochotę zaagnażować się w pomoc innym. Są specjalnie przygotowane do tego, aby opiekować się chorymi lub zdrowiejącymi dziećmi, mają również dobre podejście do "obcych". Przechodzą różne kursy i szkolenia i są pod nadzorem wyszkolonego pedagogicznie personelu. Co tu dużo mówić, najczęściej do babcie, których wnuki mieszkają daleko lub kobiety, które same nie posiadają rodziny, mają jednak potrzebę dzielenia się sobą i niesienia pomocy. Dzieci na koniec dla były zadowolone i choć młodszy Synek płakał i pewnie wolałby być ze mną, fajnie bawił się ze starszą panią, dużo razem malowali, jedli wspólnie obiad i grali w różne gry. Czasami nawet dostawałam sms-a, jak im idzie, co mnie bardzo uspokajało.

Za każdym razem, kiedy przychodził ktoś nowy do nas do domu, zastanawiałam się, czy taki serwis mógłby na dłuższą metę fukncjonować również w Polsce. I za każdym razem ze smutkiem stwierdzałam, że raczej nie. Dlaczego? Otóż w Niemczech zaufanie społeczne, o którym już tu kiedyś pisałam, jest na dużo wyższym poziomie. Przy tym serwisie zaufanie to musi działać w obie strony. Bo z jednej strony ja jako rodzic ufam temu stowarzyszeniu oraz wybranym przez niego opiekunkom, że jak najlepiej zajmą się moim najcenniejszym skarbem - moim chorym dzieckiem. Opiekunki z kolei przychodzą na parę godzin do obcej rodziny, nie znając warunków tu panujących. Są zdane na to, co zastaną na miejscu. W naszym imieniu podgrzewają dziecku obiad, piją herbatę w naszych kubkach i korzystają z naszej toalety. Wcale nie jest to takie oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że przecież widzimy się po raz pierwszy.

W momencie, kiedy panie przychodziły opiekować się moimi chorowitkami, czułam ulgę i wdzięczność, że ktoś - choćby obcy - wesprze mnie w tej trudnej sytuacji. Nie czułam się w pracy zbyt komfortowo, często uciekałam myślami do spraw domowych, ale jednak nie "zawaliłam" swojej roboty i wywiazałam się z obowiązku. Na swój sposób poradziłam sobie z wyzwaniem pt. "pracująca mama". A przecież czasami są super ważne terminy, wizyty, wyjazdy czy inne priorytety, których nie da się czasowo przeskoczyć. I wtedy pomoc Zu Hause Gesund Werden jest prawdziwym wybawieniem!


Jak oceniacie tego typu pomoc? Zdecydowalibyście się na oddanie w opiekę dziecka obcej osobie? A może mielibyście problem z wpuszczeniem do mieszkania obcego i pozostawienie go tam na parę godzin?

Będę wdzięczna za komentarze również od osób, które skorzystały do tej pory z takiej opieki i będą chciały podzielić się swoimi wrażeniami. Dziękuję!

niedziela, 5 marca 2017

Polki w Monachium: Joanna Mielewczyk i jej książka "Matka Polka Feministka"

Joannę Mielewczyk, wtedy jeszcze dziennikarkę radiowej Trójki, poznałam jakieś dwa lata temu. Najpierw przez parę miesięcy znałam ją wyłącznie mailowo, aż wreszcie chyba w październiku 2015 roku spotkałyśmy się osobiście. Ujęła mnie swoją odwagą, spokojem oraz pięknym, ciepłym głosem :)

Joanna Mielewczyk, Fot. Miriola Dzik
Dlaczego odwagą? Bo Joasia wraz z mężem i dwojgiem dzieci przeprowadziła się z Warszawy do Monachium - ot tak, organizując przy okazji wszystko, co z takim wyjazdem się wiąże - mieszkanie, przedszkole dla synów, naukę niemieckiego oraz mnóstwo innych większych i mniejszych spraw. Na pewno wiele z Was to zna, bo dzięki osobistym kontaktom z Wami wiem, że wielu/wiele z Was podjęło w pewnym momencie życia podobną decyzję. Joasia zmianę tę przyjęła jako przygodę i z optymizmem patrzyła w przyszłość. Podziwiałam ją również za jej wytrwałość w łączeniu dwóch światów - polskiego i tego tutaj, monachijskiego. Bo Asia regularnie jeździła do Polski i nagrywała tam swoje audycje radiowe: "Matka Polka Feministka" oraz "Seks nasz powszedni". A potem wracała do Monachium i ogarniała codzienność. Szybko zaprzyjaźniła się w kilkoma Polkami w Monachium, stając się stałym i ważnym gościem naszej grupy. W jej audycjach zaczęły pojawiać się tak istotne dla das tematy, jak emigracja, bycie polską mamą za granicą czy stanie "w rozkroku" między jednym krajem a drugim.

Tak właśnie poznałam Asię - jako Polkę, Matkę Polkę Feministkę, fajną mamę i kumpelkę, przy której każda rozmowa to przyjemność, świetną dziennikarkę oraz pełną pomysłów i ciepła przedsiębiorczą kobietę, która potrafi porwać tłumy!

Joanna Mielewczyk, Fot. Miriola Dzik

Parę miesięcy temu poznałam Asię dodatkowo jako autorkę książki "Matka Polka Feministka" - książki, która nakładem Wydawnictwa Poznańskiego niedawno ukazała się na polskim rynku. I właśnie o tej książce chciałam Wam dzisiaj napisać. Zapraszam Was więc, tak jak zaprasza zwykle Joasia na swoje rozmowy - weźcie ciepły koc, kubek dobrej herbaty i zaproście nas do siebie na kanapę :)



18 bohaterów, 18 rozmów o rodzicielstwie. O samotności, o trudnych decyzjach, radości, nadziei. O wierze i o tym, co dzieje się, gdy wiary zaczyna brakować. O szczęśliwych zakończeniach i długim oczekiwaniu na nie.
Bohaterami tych rozmów o rodzicielstwie są osoby, które Joanna przez kolejne lata zapraszała do swoje Trójkowej audycji. Osoby, które ktoś jej polecił lub które samy chciały się spotkać, aby porozmawiać o swoim "problemie". Celowo piszą ten wyraz w cudzysłowie, bo trudno wprost nazwać problemem śmierć, stratę, chorobę, życie według własnych zasad czy walkę z bezpłodnością. Bo każda z tych sytuacji to dla bohaterów książki punkt zwrotny, kierunkowskaz, wyznaczający drogę lub odciskający nieodwracalne piętno na życiu każdego z nich. 

Opowiadają o sobie, o swoich rodzinach oraz o wyzwaniach, jakie na ich drodze pojawiły się. Tym wyzwaniem często jest strata, ale przecież tam, gdzie pojawia się życie, gdzieś za rogiem czyha już śmierć. Albo choroba, która nie wybiera między dużymi i małymi. Albo trudna decyzja, której konsekwencje towarzyszą nam przez całe życie.

Niewątpliwie Joasia swoją książką odczarowuje rodzicielstwo - takie zname nam z blogów (!), instagramowych profilów czy wyretuszowanych zdjęć magazynowych, gdzie każdy się uśmiecha, nosi czyste ubrania, na pożegnanie mówi grzecznie "do widzenia" i spełnia wszystkie oczekiwania, jakie my w nim jako odbiorcy pokładamy. Bo łatwiej i lżej żyć w świecie, który jest ładny, wypielęgnowany i przewidywalny. Ale prawdziwe życie takie nie jest! Prawdziwe życie to małe i duże dramaty, to odpowiedzialność za siebie i najbliższych, to trud podejmowania niełatwych decyzji. I książka "Matka Polka Feministka" takiemu właśnie rodzicielstwu daje pełnowymiarowe miejsce. Z wszystkimi jego (od)cieniami i kolorami, których barw nawet nie potrafimy nazwać. Bo historie te są opowiadane szczerymi emocjami ich bohaterów - nie tylko samymi słowami, ale również wstrzymaniem oddechu, zaściśnięciem pięści, zdrobniałym wypowiedzeniem czyjegoś imienia, aromatyczną herbatą podaną do kolacji czy zaczerwienieniem oczu rozmówcy. 

To książka, którą czytasz ze łzami w oczach i gulą w gardle. Bo opowiedziane tu historie - zarówno ich treść, jak i sposób przekazu, poruszają do głębi, wzbudzają współczucie lub po prostu sympatię. Bo to nie serial, tylko samo życie i autentyczne, bardzo silne emocje. 

Niezwykłą wartością tej książki jest również fakt, że Joasia po jakimś czasie wróciła do każdego z bohaterów swoich opowieści, aby dowiedzieć się, co u nich obecnie słychać. Jak potoczyły się ich dalsze losy? Jak radzą sobie obecnie? Co dały im wyzwania, jakie pojawiły się w ich życiu parę lat lub pare miesięcy wstecz? Ten świetny zabieg sprawia, że opowiedzane tu historie żyją znacznie dłużej, niż wyłącznie na kartkach książki "Matka Polka Feministka" - mimo trudnych sytuacji i zakrętów życiowych każdy z bohaterów jednak jakoś ułożył sobie to życie na nowo. Po swojemu. Lub po prostu tak, na ile mu warunki lub własne sumienie na to pozwoliły. I to jest bardzo pocieszające, że mimo bólu, cierpienia, straty, zmiany czy trudnej przeszłości, bohaterowie "Matki Polki Feministki" znajdują dla siebie jakąś lukę, jakąś iskrę, która pozwala przetrwać i niesie nadzieję.


Dla wszystkich z Was, którzy mieszkają w Monachium, mam wspaniałą wiadomość: Joannę Mielewczyk możecie poznać osobiście podczas jej jedynego w stolicy Bawarii autorkiego wieczoru!
To wyjątkowa okazja, żeby zadać dziennikarce ciekawe pytania, kupić książkę i zdobyć autograf Joanny!

Spotkanie odbędzie się 9 marca 2017 o godz. 18.00 - 20.00 w Centrum Konferencyjnym Konsulatu RP przy Prinzregentenstr. 7 w Monachium. Wieczór autorski poprzedzony zostanie konferencją nt. wizerunku własnej firmy w internecie i mediach społecznościowych, którą będę miała przyjemność poprowadzić. Zapraszam w imieniu organizatorów, czyli w imieniu Justa Consulting.

Organizatorzy proszą zainteresowanych o kontakt mailowy na adres info@justaconsulting.de.

Czytał już ktoś z Was tę książkę? Co o niej sądzicie?

piątek, 23 grudnia 2016

Dobrych, spokojnych i radosnych Świąt!

Aż wstyd się przyznać, ale moje posty w tym roku można policzyć na palach jednej ręki. No może dwóch... Niestety dodaję, bo bardzo mi tego polskiego pisania i regularnego kontaktu z Wami brakuje. Dużo osób dziękuje mi za dotychczasowe wpisy, piszecie o tym, że pomogły Wam one zadomowić się w Monachium, poczuć magię tego miasta i lepiej poznać tutejsze zwyczaje. To piękna nagroda dla mnie, bardzo Wam za to dziękuję!




Mimo że bardzo bym chciała pisać więcej i częściej, nie udaje mi się tego postanowienia zrealizować. W natłoku innych spraw blogowanie schodzi na dalszy plan. A szkoda, bo przecież nie o samo pisanie i czytanie to chodzi, ale o coś, co ma jeszcze większą wartość - o wymianę, o wzajemne poznanie się oraz o nowe, wspaniałe wiadomości, które dzięki temu blogowi pojawiły się w moim życiu!

Dziękuję Wam serdecznie za wszelkie oznaki sympatii i wsparcia. Tym samym życzę Wam spokojnego i radosnego czasu Świąt Bożego Narodzenia, wypełnionych nie tylko sałatką jarzynową, rybą po grecku i barszczykiem, ale również dziedzięcą radością, szczerymi uśmiechami wymienianymi nad wigilijnym stołem oraz nadzieją na pokój na świecie. Bo to, co zaburza ten spokojny nastrój, to fakt, że w tak wielu miejscach na świecie źle się dzieję, że znów człowiek człowiekowi wilkiem, a granica mięszy poszanowaniem a nienawiścią coraz bardziej się zawęża... Dlatego życzę Wam i sobie, aby ten upragniony spokój ogarnął nie tylko miejsca objęte wojną, ale również nasze umysły!



No dobra, koniec tego patosu - tak po prostu wypocznijcie, zbierzcie siły na nowy rok i spędźcie przemiły czas! :)

Wasza Dominika



niedziela, 20 listopada 2016

Martwię się o Ciebie, Polsko...

Kiedy przyjechałam do Niemiec na stałe w 2010 roku, brakowało mi Polski i kontaktów z rodakami. Już wcześniej mieszkałam za granicą, była to jednak emigracja tymczasowa, z nieokreślonym celem. Ten wyjazd w 2010 r. zmienił mój stosunek do ojczyzny, bo wiedziałam, że w najbliższej przyszłości tam nie wrócę, z wyjątkiem oczywiście urlopów i odwiedzin u rodziny.

Dlatego też po tej ostatecznej przeprowadzce codziennie oglądałam polskie wiadomości - czułam się w obowiązku wiedzieć, co się dzieje w kraju i jakie zmiany podczas mojej nieobecności zachodzą. A potem pojawiły się dzieci i moje priorytety się zmieniły. Dzień był za krótki na dodatkowe zobowiązania, a polityka i sprawy społeczne przestały mieć dla mnie znaczenie.

To natężenie mniejszej i większej tęsknoty do kraju zmienia się w czasie mojej emigracji. Wpływ mają na nie zarówno wydarzenia z życia mojej rodziny, jak i wielkie zmiany w polskiej polityce. Dodatkowo śledzę mniej lub bardziej aktywnie to, co piszą o Polsce niemieckie gazety. No i rozmawiam ze znajomymi i przyjaciółmi z różnych krajów, którzy niekiedy pytają mnie: "Czy w Polsce jest naprawde tak źle, jak się o niej mówi w mediach?".

Takie pytania bolą. Bolą, bo sama je sobie zadaję. Co się do cholery dzieję? Dlaczego język pogardy, agresji i nienawiści staje się normą? Dlaczego jest ogólne przyzwolenie na obrażanie, wyzywanie i grożenie? I nie mam tu na myśli wyłącznie kiboli, tzw. narodowców, czy zwykłych bandziorów, ale polityków, dziennikarzy oraz ludzi, którzy w ogólnej świadomości funkcjonują jako autorytety.


W tym roku byłam w Polsce niestety tylko przez bardzo krótki czas - Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej z Opola zaprosił mnie oraz lokalną panią konsul na bardzo ciekawe spotkanie z mniejszością niemiecką, dotyczące wychowania w dwujęzyczności. Prywatnie nie udało mi się w tym roku odwiedzić nikogo z rodziny lub przyjaciół. Tu w Monachium spotykam się przede wszystkim z "młodą" Polonią - głównie kobietami, mamami, które podobnie jak ja, przyjechały do Niemiec kilka lat lub niekiedy nawet kilka miesięcy temu. Moje wiadomości o Polsce czerpię więc przede wszystkim z internetu - czytam różne artkuły i oglądam materiały informacyjne.

Bez względu na źródło moich informacji oraz poglądy polityczne wypowiadających się osób, udarza mnie sposób komunikacji oraz samego przekazu tych wiadomości. Tak łatwo zostać w Polsce obecnie świnią, ścierwem, folksdojczem, za to tak wiele osób przypisuje sobie - moim zdaniem niesłusznie - tytuł patrioty. Osoby wypowiadające się publicznie, mówiąc o swoich politycznych przeciwnikach, mówią najczęściej o bezmyślności, głupocie oraz o bucie. Wielkie hasła wypisują sobie co po niektórzy na własnych sztandarach, a zapominają o zwykłym szacunku do drugiej osoby - rodaka. 

I uwierzcie mi, to nie są już tylko wewnętrzne spory - to wielka rzeka pomyj w biało-czerwonym odcieniu, która rozlewa się poza granice państwa. Być może na co dzień w Polsce tego wcale tak nie widać - ludzie przecież normalnie pracują, studiują, robią zakupy, chodzą do lekarza itp. Ale z perspektywy Polki-emigrantki, dla której polskie pochodzenie, język i kultura nadal wypełniają znaczną część życia i która ma jednak wyrywkowe wiadomości z kraju - sprawa wygląda fatalnie. I nie chodzi mi nawet o to, "co sobie pomyślą inni", czyli w tym wypadku Niemcy, z którymi mam kontakt na co dzień i przed którymi muszę się tłumaczyć z "zamieszek" w kraju. Chodzi mi o mój własny sposób postrzegania Polski, za którą zaczynam się jakby wstydzić. Nadal jestem dumna z wielu osiągnieć moich rodaków, z zadowoleniem spoglądam w przeszłość, w końcu spędziłam w Polsce ponad 25 lat mojego życia. Ale z pewnym niepokojem i obawą spoglądam w przysłość.

Polsko, martwię się o Ciebie!


wtorek, 20 września 2016

Dirndl - bawarski strój kobiecy idealny na Oktoberfest

Wiecie ile sztuk Dirndl, czyli tradycyjnego bawarskiego stroju dla kobiet, ma przeciętna Bawarka w swojej szafie? Mniej więcej 6-8 kompletów! Nie opieram się co prawda na żadnych badaniach, ale robiłam ostatnio sondę wśród moich niemieckich znajomych i koleżanek z pracy - każda z nich przed kolejnym Oktoberfest kupuje nowy Dirndl. Albo z trudem powstrzymuje się od tego, żeby taki stój kupić! ;)

W czym zatem tkwi tajemnica Dirndl? 


Na pewno na jego niezwykłą popularność ma wpływ moda ubierania się w Dirndl na trwający właśnie w Monachium Oktoberfest. Wbrew pozorom jest to w miarę świeży trend, bo trwa zaledwie kilkanaście, może kilkadziesiąt lat - w każdym razie na taką skalę. Obecnie na Oktoberfest wręcz nie wypada przyjść w dżinsach lub na sportowo! Ja też uważam, że to wspaniały zwyczaj i sama chętnie wdziewam tradycyjny strój - czuję się wtedy częścią całości, przynależę do grupy i wtapiam się w ten malowniczy bawarski krajobraz. 

Ale na wielkie powodzenie tego stroju na pewno ogromne znaczenie ma również fakt, że każda, dosłownie każda kobieta wygląda w nim wspaniale! Oczywiście brak stylu i smaku może popsuć całość stylizacji, ale dobrze dobrany Dirndl, odpowiednie kolory i dodatki sprawią, że właścicielka stroju wypięknieje od razu. Wiem, co mówię - sama mam w szafie dwa Dirndle! :) I naprawdę nie trzeba być wielką znawczynią bawarkiej historii, żeby dumnie nosić ten strój. Wystarczy kilka małych wskazówek, którymi się chętnie z Wami podzielę.

Długość


Generalnie Dirndl dostępny jest w trzech długościach: mini, midi (do kolan) i lang, czyli do połowy łydek lub do kostek. Każda z nas powinna znać swoją budowę ciała i móc określić jaka długość najlepiej jej pasuje. Długość mini jest raczej nowoczesną odpowiedzią mody - tradycja raczej woli zakryte conajmniej kolana.



Biała bluzka


Mimo iż istnieją wersje Dirndl, które nie uwzględniają bluzki pod spód sukienki, tradycja wyraźnie nawiązuje to tego połączenia. I trzeba otwarcie przyznać, że miała bluzka z krótkim lub półdługim świetnie komponuje się z Dirndl i nadaje całości odświętny charakter. Uszyta w odpowiedni sposób może uwydatnić lub przykryć walory dekoltu :)


Fartuszek


Jest niedlączną częścią Dirndl, choć można go, podobnie jak białą bluzkę, kupić osobno. Ważne, żeby jego faktura i kolor korespondowały z sukienką. No i nie zapomnijcie o odpowiednim sposobnie wiązania kokardy od fartuszka, która zdradzić może Wasz stan cywilny. Szerzej na ten temat pisałam w ostatnim artykule "Mojego Miasta" pt. "Dirndl, tradycja i nowowczesność na co dzień i od święta".




Buty


Wiele kobiet na dłuższy pobyt na Oktoberfest zakłada wygodne baleriny. Ba, sama do tej pory tak robiłam. Ale przyznam szczerze, że odpowiednio dobrane buty na małym lub średnim obcasie mogą sprawić, że całość nabierze odpowiedniego charakteru. Próbujcie, Dziewczyny, na pewno znajdziecie coś dla siebie!

Ein von Dominika (@frommunichwithlove.de) gepostetes Foto am




Dodatki


Jak powszechnie wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach. Jeśli chcecie się w tej masie podobnie ubranych kobiet wyróżnić, zadbajcie o odpowiednie akcesoria. Może to być kapelusik, kwiatowa ozdoba włosów, fajnie dobrana biżuteria lub mała torebka, do której zmieszczą się klucze, telefon i pieniądze na Massbier.



A może jest dostępna jakaś tradycyjna biżuteria w Waszej rodzinie? Cokolwiek byście nie założyły, bawarskie i monachijskie motywy są bardzo mile widziane!



No i nie zapomniejcie o fryzurze - odpowiednia, jak korona, uświetni Waszą stylizację i nada jej odpowiedni ton :) Warkocze w różnych postaciach i formach bardzo mile widziane!!!
A na chłodne dni przyda się na pewno tradycyjny "żakiet" zwany Jancker lub po prostu wełniany, rozpinany sweterek, przyozdobiny tradycyjnymi guzikami lub ludowymi elementami.



Jeśli wybieracie się w tym roku na Oktoberfest, to życzę Wam wspaniałej zabawy i ciekawego zapoznawania się z tutejszymi zwyczajami. Jeśli natomiast wolicie omijać Theresienwiese szerokim łukiem, to mam nadzieję że mimo to zaopatrzycie się w Dirndl. Bo warto! :)

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Opieka terapeutyczna w Monachium - dla osób szukających wsparcia i zrozumienia

Na początku roku zaprosiłam Was w imieniu Agnieszki Pacygi-Łebek na warsztaty rozwoju osobistego dla Polek, mieszkających w Monachium i Bawarii. Dzisiaj ta sama Agnieszka chciałaby na łamach mojego bloga przedstawić Wam swoją kolejną ofertę, mianowicie swoją pomoc jako terapeuty.

Pomoc ta może być skierowa do każdego, kto ma kłopoty np. w nawiązaniu relacji z innymi, osobom cierpiącym na depresję, doświadczającym lęku lub tym, które nie radzą sobie z emocjami.

Jak widzicie, oferta ta jest bardzo szeroka, a doświadczenia Agnieszki bogate i jestem przekonana, że może ona pomóc wielu z Was. Zapraszam do zapoznania się z jej artykułem gościnnym, podającym szczegółowe inforacje nt. opieki terapeutycznej w Monachium.

-------------------------------------------------------------------------

Agnieszka Pacyga-Łebek
Jest mi bardzo miło kolejny raz przywitać się z Wami poprzez bloga Dominiki, Polki w Monachium. Parę miesięcy temu zaprosiłam Was na organizowane przeze mnie Warsztaty Rozwoju Osobistego dla Polek w ramach Frauen Cafe. Dziękuję, że przychodzicie i dajecie tyle dobrego od siebie.

Tym razem chciałam do Was dotrzeć ze szczególnym zaproszeniem. Być może wśród czytelników bloga są osoby, które przechodzą teraz trudny okres w swoim życiu, czują się źle ze sobą, mają problemy w nawiązywaniu i utrzymywaniu relacji z innymi ludźmi, nie potrafią odnaleźć się  w nowym środowisku, nie radzą sobie ze stresem, mają trudności wychowawcze z dziećmi.

Jeśli czujesz, że nie radzisz sobie sam z tym co przeżywasz zapraszam na konsultacje.

Jestem psychoterapeutką, pracownikiem socjalnym i pedagogiem społecznym. Posiadam 10-letnie doświadczenie zawodowe. Towarzyszyłam osobom dorosłym, młodzieży oraz dzieciom w różnorakich trudnych doświadczeniach życiowych.

Do moich głównych miejsc pracy zaliczają się Ośrodek Pomocy Społecznej w Gliwicach, Ośrodek Leczenia Depresji i Nerwic w Gliwicach, Ośrodek Terapii Rodzin i Par w Gliwicach, Sąd Rejonowy w Gliwicach, Hospicujum Cordis w Mysłowicach. Prowadziłam liczne zajęcia i konsultacje oraz warsztaty również w świetlicach, stowarzyszeniach. Współzałożyłam szkołę rodzenia „Bliżej dziecka, bliżej siebie”. Więcej informacji o mnie na moim blogu Dziarsko w Chmury.

Osoby zainteresowane proszę o kontakt mailowy pacygalebek@tlen.pl.

Konsultacje są odpłatne i odbywać się będą w Ośrodku ”Donna Mobile" przy Holzapfelstr.3 w Monachium, w soboty od godz. 8.30. Konsultacje indywidualne oraz konsultacje dla rodziców (w języku polskim) : koszt 45 min. – 25 euro.

Liczba miejsc jest ograniczona.

czwartek, 18 sierpnia 2016

Wakacyjne warsztaty języka polskiego dla dzieci dwujęzycznych w Monachium (wpis gościnny)


Iwona Smól
Z wielką przyjemnością przedstawiam Wam dzisiaj wpis gościnny Iwony Smól, mojej dobrej znajomej z Monachium, z którą m. in. współorganizowałam spotkanie dla rodzin wielojęzycznych

Na przełomie sierpnia i września 2016, czyli jeszcze w okresie bawarskich ferii, Iwona organizuje warsztaty języka polskiego dla dzieci dwujezycznych. Szczegółowy opis tych zajęć znajdziecie poniżej. Polecam Wam gorąco tę ciekawą inicjatywę, bo to świetna okazja dla naszych dzieci, aby miały kontakt z żywym językiem i poprzez zabawę uczyły się go kochać i swobodnie używać!

Warsztaty podzielone są na dwie grupy wiekowe: 3-6 lat i 7-12 lat. Więcej informacji o kursach oraz o samej prowadzącej znajdziecie na stronie internetowej Iwony "Kursy polskiego". Zapisów na warsztaty możecie dokonać, wysyłając maila na adres: iwo.smol@gmail.comPOLECAM!

--------------------------------------------------------------------------

Jestem nauczycielem języka polskiego w Monachium i mamą dwójki maluchów. Z problemami dwujęzyczności spotykam się każdego dnia. Wiem jak trudno jest ocalić język ojczysty za granicą i jak silnej motywacji potrzebują dzieci aby osiągnąć pełną dwujęzyczność. Kilkuletnie doświadczenie oraz liczne szkolenia dla nauczycieli polonijnych motywują mnie do rozbudowywania swojego warsztatu pracy a przede wszystkim, do dzielenia się swoją wiedzą. Widząc jak duże problemy sprawia język polski dzieciom wychowującym się w niemieckojęzycznym środowisku, z satysfakcją wymyślam wciąż nowe sposoby, aby łącząc przyjemne z pożytecznym sprawić, że dzieci nie tylko nauczą się języka, ale przede wszystkim po prostu go polubią.

Główną drogą do pełnej znajomości przez dziecko ojczystego języka rodziców nie są tylko mądre książki, nie wystarczą częste rozmowy krążące wokół codziennych tematów ani tym bardziej polska telewizja. Aby dziecko chciało używać oraz uczyć się języka polskiego, trzeba koniecznie je odpowiednio do tego zmotywować. Uda się to dzięki całkowitemu zanurzeniu w język mówiony, czytany i pisany. Główną drogą do wielojęzyczności jest przede wszystkim pokazanie jak cudownie można bawić się językiem polskim, do jakich ciekawych światów można mieć dzięki niemu dostęp, jak dobrze można za jego pomocą wyrażać swoje emocje, jak zabawne bywają niektóre sformułowania, nazwy czy powiedzenia i jak głośno można śmiać się albo śpiewać po polsku. Dlatego zapraszam monachijskie dzieci na warsztaty, które nie mają nic wspólnego z nudną lekcją w szkole. Zapraszam je do zaczarowanego świata języka polskiego, gdzie w swobodnej atmosferze próbujemy przełamywać wszystkie bariery językowe i kulturowe.



Spotkania dla najmłodszych oprócz śpiewania i polskich zabaw językowych poszerzających słownictwo to przede wszystkim czas spędzony z polskimi bajkami i wierszami. Literatura dziecięca ma olbrzymi udział w budowaniu osobowości dzieci, uczy nowych zachowań i daje wzorce. Najmłodsi chętnie utożsamiają się z bohaterami fikcyjnych światów, wzbogacając przy tym doświadczenia i wyobraźnię. Jednym ze sposobów zakorzeniania miłości do Polski bądź fascynacji językiem polskim, może być przybliżenie naszym dzieciom starych polskich bajek. Bajek, które wciąż lubimy, za którymi tęsknimy, i które wspominamy z sentymentem. Bardzo chciałabym aby także polonijne dzieci pokochały stworzonych przez polskich autorów bohaterów, uległy urokowi bajkowego świata pełnego fantazji i humoru. Dlatego na warsztatach zaprzyjaźniamy się z nimi na różne sposoby. Czy to przez zaśpiewanie piosenki, czy urządzenie przedstawienia kukiełkowego, narysowanie przygód głównego bohatera albo rozbudzanie wyobraźni przez wymyślanie jego dalszych losów.

Z przedszkolakami bardzo chętnie bawię się także słowami i frazami z zabawnych, rymowanych utworów naszych rodzimych poetów Jana Brzechwy i Juliana Tuwima. Kiedy starcza czasu sięgam także po wiersze Wandy Chotomskiej, Marii Konopnickiej, Aleksandra Fredry lub Ludwika Jerzego Kerna. Poeci zabawiają rymami swoich małych słuchaczy pokazując jednocześnie, które zachowania i postawy są właściwe, a które naganne. Wiersze są bardzo dobrą okazją do ćwiczeń artykulacyjnych, co w przypadku dzieci wielojęzycznych jest wyjątkowo ważne. Słuchanie, a potem samodzielne powtarzanie fragmentów tekstu pozwala na opanowanie wymowy skomplikowanych połączeń wyrazowych. Każde spotkanie z polskim poetą rozbudowuje także zasób słownictwa dzieci oraz poszerza ich wiedzę o polskiej kulturze. Dzięki temu, że nasze dzieci poznają świat polskich bajek i wierszy, będą mogły łatwiej zaprzyjaźnić się ze swoimi rówieśnikami w Polsce. Bohaterowie bajek są wszechobecni w polskiej kulturze masowej, ich znajomość może ułatwić dzieciom utożsamienie się z polskością i wzmocnić ich poczucie warości w konkatkach z Polakami.

Starszym dzieciom proponuję na warsztatach kreatywne pisanie i opowiadanie, trening leksykalny oraz zabawę z przysłowiami i frazeologizmami. To także interaktywne zajęcia z polskimi legendami oraz bohaterami książek, na podstawie których bawimy się w teatr, piszemy scenariusze i odgrywamy scenki. W ostatni dzień warsztatów wybieramy się na wycieczkę połączoną z różnego rodzaju grami literackimi i językowymi. Pobudzając wszystkie aspekty języka w ćwiczenia często wplatam elementy kultury, geografii i historii Polski, co zawsze bardzo zaciekawia wszystkich uczestników.

Podczas warsztatów wykorzystuję otwartą i poddającą się modyfikacjom metodę, dostosowując każde zajęcia do potrzeb, możliwości i wieku grupy. Spotkania te nie wymagają od uczestników wcześniejszego przygotowania ani specjalnych zdolności, są przyjazną formą nawet dla osób, które pierwszy raz próbują pisać i czytać po polsku.

Dużą popularnością cieszy się zawsze kreatywne pisanie. Jest to szereg najróżniejszych ćwiczeń rozwijających słownictwo, pobudzających wyobraźnię i kreatywność. Od burzy mózgów, zabawy w sensy-nonsensy poprzez  bank pomysłów, łańcuch skojarzeń, zadania tematyczne aż po wspólne tworzenie tekstów pisemnych. Wszystko to warsztatowo, w formie zabawy stwarza możliwość sprawdzenia swoich umiejętności pisarskich, odblokowania wyobraźni i rozwinięcia skrzydeł pomysłowości. Zaczynamy od oswojenia się z polskimi literkami i ortografią, ale dzieci zazwyczaj bardzo szybko przechodzą do kolejnego etapu jakim jest tworzenia własnych tekstów, gdzie mniej ważne są błędy a najważniejsza kreatywność. Podczas warsztatów tworzyliśmy już swoje pierwsze książki, komiksy, dzienniki i pamiętniki. Z bardziej ambitną grupą pracowaliśmy nawet z polską prasą poznając gatunki tekstów dziennikarskich i ostatecznie wymyślając, projektując i pisząc swoją własną gazetę. Dzieci są fantastycznymi wykonawcami swoich pomysłów. Potrafią z przejęciem zaangażować się w tego typu projekty zapominając ostatecznie, że język polski stwarza im problemy. Dumnie oglądając wymyślone teksty przyznają, że podczas tworzenia nie zwracały uwagi jakim językiem się posługują.

Moją małą satysfakcją są zawiązujące się podczas warsztatów znajomości. Dzieci cieszą się, że mają okazję porozmawiać ze swoimi rówieśnikami po polsku. W małych grupach bardzo łatwo można się zaprzyjaźnić i przede wszystkim poznać osoby znajdujące się w podobnej sytuacji językowej. Organizowanie tych spotkań z dziećmi sprawia mi ogromną przyjemność i jestem pewna, że również w wakacje letnie twórczo i przyjemnie spędzimy czas.


Warsztaty dla dzieci w wieku 7-12 lat
29.08. - 1.09.2016 (4 dni), w godz. 10:00 - 14:00, 120 Euro

Warsztaty dla dzieci w wieku 3-6 lat
6.09. - 09.09.2016 (4 dni), w godz. 10:00 - 14:00, 120 Euro
Iwona Smól

piątek, 12 sierpnia 2016

Lato w mieście: 10 bezpłatnych propozycji z dziećmi w Monachium

Wakacje w Bawarii zaczęły się na dobre! Nie tylko uczniowie mają wolne od szkoły, ale rownież większość przedszkolaków trzeba jakoś "zagospodarować" ;) Jeśli nie wyjechaliście do Polski lub po prostu spędzacie wolne chwile w Monachium, to chciałabym zaproponować Wam 10 pomysłów, jak można przyjemnie i zupełnie bezpłatnie spędzić z dziećmi czas. Mam tu na myśli przede wszystkim uniknięcie płacenia drogich biletów wstępu. Nawet na przejazdach możecie zaoszczędzić, bowiem prawie wszystkie zaproponowane przeze mnie trasy można pokonać rowerem :)


1. Piknikować


Piknikować w Monachium można prawie wszędzie! W parkach i miejskimi nad jeziorami - najprzyjemniej! A najfajniejsze w pikniku jest to, że można się na niego zdecydować bardzo spontanicznie - wystarczy piknikowy kocyk i trochę smakołyków zabranych z domu. Ja najczęściej biorę ze sobą składniki, jakie zabrałabym do gródka piwnego, ale zwykle uzależniam skład piknikowego koszyka od zawartości lodówki. Jakieś kiełbaski, precle czy bagietka, owoce i woda do picia znajdą się zawsze!

Dla umilenia czasu po uczcie piknikowej często zabieramy ze sobą piłkę, frisbee lub jakieś proste gry planszowe.


2. Wrzucać komyki do Izary


Pluskać się w chłodnej wodzie w gorący dzień - to lubią chyba wszystkie maluchy! A jeśli to pluskanie można połączyć z rzucaniem do wody kamieni i patyków, to dobra zabawa na kilka godzin jest zapewniona! Dlatego też tak chętnie jeżdżę z rodziną nad Izarę. Wzdłuż rzeki tej nie tylko znajdują się wspaniałe ścieżki rowerowe, ale jej plaże nadają się również na wspomniane powyżej piknikowanie.



3. Grillować


Mój Mąż jest wielkim fanem grilla i kiedy tylko mamy okazję i ochotę, często korzystamy z tej możliwości również w samym mieście. W licznych parkach Monachium oraz nad miejskimi jeziorami są wydzielone specjalne miejsca (Grill-Wiese), gdzie można bezpiecznie odpalić swoją "maszynę" i wdychać zapachy smażonych kiełbasek oraz warzyw. 

4. Spacerować po parku


Wyprawa do Nymphenburger Park jest przygodą samą w sobie! Można tu kręcić się pomiędzyć rzędami równiuteńko przyciętych kolorowych kwiatów, ale i zagubić się w gąszczu drzew rosnących wśród bardziej od centrum oddalonych ścieżek. My najbardziej lubimy pobyt w Kronprinzengarten, o którym pisałam w artykule "Propozycje wypadów na długi gorący weekend - w Monachium i Bawarii".



5. Głaskać owieczkę


Niestety w tym roku okazja do pogłaskania owieczki już minęła, bowiem stacjonują one w Englischer Garten jedynie w lipcu, jednak warto tę wskazówkę zapamiętać na przyszły rok. Bo zobaczenie stada owiec pasącego się w Monachium to niezapomniany widok! W Północnej części Englischer Garten, gdzie właśnie można spotkać owieczki, jest również wiele spokojnych miejsc, gdzie można pluskać się i ochłodzić prze upałem w strumyku Eisbach.


6. Odkrywać świat zwierząt


Oprócz owieczek można w Monachium spotkać również całą masę innych zwierząt i to niekoniecznie w zoo! Ma na myśli Umweltgarten Neubiberg, który pomyślany jest jako ścieżka edukacyjno-przygodowa. Po drodze podpatrzeć można m. in. kucyki, kozy i liczne kury. Urozmaiceniem będzie przerwa na niewielkim placu zabaw.


7. Tańczyć


O bezpłatnych popołudniach zabawowych pisałam już we wspomnianym artykule o wycieczkach w Monachium. Oprócz tych sportowych aktywności miasto Monachium oferuje również program "Fit im Park". W ramach tego programu odbywają się w Luitpoldpark tzw. Mini-Disco, czyli muzyczno-taneczne zajęcia dla dzieci na wolnym powietrzu. Na scenie ustawionej w parku stoi trenreka fitness, która pokazuje dzieciom w rytm muzyki różne układy taczene, które to ruchy z kolei dzieci muszą powtórzyć. Przyjemne z pożytecznym!

Obok podestu i miejsca do tańczenia znajduje się spory plac zabaw oraz labirynt.

8. Wspinać się na miejskie góry


Dwie "góry", które leżą niedaleko siebie, można stosunkowo łatwo pokonać pieszo. Mam na myśli Olympiaberg i Luitpoldhügel - obie powstały z ruin powojnennych, a z ich czubków rotacza się ładny widok na miasto oraz jego okolice. Przy sprzyjających wiatrach widać nawet Alpy!



9. Pluskać się w wodzie


W Monachium istnieje wiele placów zabaw, do których podłączona jest wodna - albo w postaci wodnej pompki, albo jakiejś fontanny lub systemu rynieniek, z których woda kapie. Jednym z najbardziej popularnych miejsc tego typu jest plac zabaw w Westpark zwany "Am Jackl". Posiada on chyba najdłużsżą zjeżdżalnie w całym mieście!


Do pluskania polecam również jedno z licznych miejskich jezior - pobyt tu można fajnie połączyć z rodzinnym piknikiem, wycieczką lub grillem :)

10. Wąchać róże


Najpięniejsze róże w Monachium rosną w Rosengarten, czyli ogrodzie różanym położonym bezpośrednio nad Izarą. W całym ogrodzie pachnie różami, a do spędzenia tutaj czasu zapraszają m. in. wszędzie rozstawione krzesła i leżaki. W dalszej części ogrodu znajduje się mały strumyk, który świetnie nadaje się do pluskania, taplania i brodzenia po wodzie.

Piękne kolory, ładne światło i bogaty świat roślin i kwiatów - zwłaszcza w czerwcu i lipcu monachijski ogród różany jest godny polecenia!



----------

To były moje wskazówki i podpowiedzi, gdzie można bezpłatnie spędzić letni czas z Waszymi pociechami. Jakie są Wasze ulubione miejsca tego typu w Monachium?




niedziela, 7 sierpnia 2016

Kilka zapowiedzi i letnie pozdrowienia

Oj dawno mnie tu nie było, już ponad miesiąc. Przyznam, że czasami brakuje mi regularnego kontaktu z Wami! Ale życie toczy się dalej i tak, jak pisałam w artykule o priorytetach, na co dzień trzeba wybrać, co się tak naprawdę liczy. W obliczu zmian w moim życiu osobistym i zawodowym "Polka w Monachium" NIESTETY schodzi już nie na drugi, a nawet na trzeci plan... Co nie oznacza, że blog ten przestał być dla mnie ważny! W końcu od niego wszystkie się zaczęło: moje "wyjście do ludzi", kontakt z tutejszą Polonią oraz z Polakami, którzy dopiero planują przeprowadzkę do Niemiec. Ale również bliskie przyjaźnie, które właśnie dzięki blogowi narodziły się!

Nie o wszystkich zmianach mogę, a nie o wszystkich chcę tutaj pisać. W każdym razie bardzo chciałabym wrócić do regularniejszego blogowania, zwłaszcza kiedy myślę o tym, ile udało mi się dzięki temu pisaniu osiągnąć. Bardzo Wam dziękuję, że nadal regularnie tutaj zaglądacie, że chcecie dowiedzieć się ode mnie nowych informacji i że nadal moje zdanie się dla Was liczy. To bardzo budujące!


Żeby nie być gołosłowną, postaram się w najbliższych dniach przygotować dla Was artykuł o 10 bezpłatnych, a jednak wspaniałych miejscach w Monachium oraz o aktywnościach, jakie możecie wykonywać tutaj z własnymi dziećmi. Idę trochę na łatwiznę, bo ten artykuł powstał już na moim niemieckojęzycznym blogu pod tytułem "Die 10 besten kostenlosen Sommer Freizeitaktivitäten für Kinder in München", ale myślę, że przetłumaczenie go na język polski może być dużym ułatwieniem dla wielu, którzy wolą czytać artykuły w języku ojczystym ;) Lub dla turystów z Polski, chcących odwiedzić nasze piękne miasto :)

Zatem: miłego lata kochani i udanych wakacji!

Wasza Dominika

środa, 29 czerwca 2016

Letnie spotkanie w ogrodzie z atrakcyjnym programem dla dzieci

Państwa Danutę i Wernera Meierów poznałam bliżej parę miesięcy temu. To polsko-niemieckie małżeństwo, prowadzące wspólnie Towarzystwo Polsko-Niemieckie w Monachium, dociera ze swoją ofertą do niemieckojęzycznej publiczności, przybliżając jej w ten sposób Polskę i naszą kulturę. Państwo Meierowie angażują się w promocje naszego kraju i stawiają na jakość oraz wysoki poziom organizowanych eventów.

 DPGM


W tym roku już po raz kolejny Towarzystwo Polsko-Niemieckie w Monachium zaprasza na tzw. Sommerfest, czyli letnie spotkanie w pawilonie ogrodowym przy instytucji Hansahaus. W programie przewidziane są występy muzyczne następujących artystów: Jolanta Szczelkun (akordeon), Maryla Reuter, (śpiew), Lucyna i Piotr Wawrzynek (śpiew i akordeon) oraz Leszek Żądło (saksofon). 

Sommerfest, DPGM
Również dla dzieci przewidziane są atrakcje! Znana już Wam na pewno Agnieszka Spiżewska z Little Lab zaprosi dzieci do wspólnego eksperymentowania, a Justyna Luty-Urbanek będzie czytać zarówno polskie, jak i niemieckie bajki.

Agnieszka Spiżewska z Little Lab

To dla ducha. A dla ciała będzie można pożywić się smakołykami z grilla lub wypić polskie piwo.

Państwo Meierowie ucieszą się z podarowanych na to spotkanie ciast i zachęcają do pomocy w ogranizacji. Chętni mogą wysłać wiadomość na adres: mail@dpgm.de.

Zapraszam w imieniu organizatorów i prowadzących program dla dzieci :)

Sommerfest der DPGM
sobota, 2.07.2016, od godz. 15:00
Gartenpavillon des Hansahauses,
Brienner Str. 39 a (Rgb)
Monachium