środa, 20 kwietnia 2016

Po długiej przerwie o priorytetach

Już prawie dwa miesiące trwa cisza na moim blogu - co nie oznacza, że nic nie robię :) Dużo się dzieje w moim życiu prywatnym, a również zawodowo i towarzystko "tkwię" w kilku projektach, które są dla mnie ważne i cenne. Uczę się właściwego podziału priorytetów, dbania o swoje zdrowie psychiczne i harmonijnego łączenia różnych życiowych ról, którymi na co dzień żongluję. "Polka w Monachium" zeszła niestety na drugi plan, bo na tym pierwszym jest w tej chwili za dużo innych tematów, które muszę uprzątnąć.

Różne role


Jestem pewna, że wiele z Was tak ma - oprócz bycia mamą, żoną, partnerką czy córką, jesteśmy też przecież przyjaciółkami, koleżankami, siostrami itp. No i mamy na głowie przeróżne zadania: od zakupów, przez sprzątanie, prasowanie, dbanie o siebie i swoją rodzinę, po myślenie o prezentach na urodziny kolegi z przedszkola naszego dziecka, codziennym obiedzie, kolejnej wizycie u lekarza, zbliżającym się urlopie, depilowaniu nóg, opłacie na ubezpieczenie zdrowotne, wspólnej kawie z przyjaciółka, czy odwiedzinach u znajomych. Kiedy pozbierać do kupy wszystkie te "funkcje" i zadania, robi się z tego długaśna lista czynności, czy nawet obowiązków, które czekają na realizację.

To, czego nauczyłam się przez ostatnie trzy intensywne miesiące, to fakt, że nie można każdej z tych ról wykonywać na 100%. Po prostu się nie da! Przy tej ilości zadań coś dzieje się kosztem czegoś innego. I nie jest to takie straszne, bo świat się nie zawali, jeśli części z tych punktów nie wykonamy. Nie twierdzę tu, żeby odpuścić, poddać się losowi i czekać na cud, ale po prostu ustalić sobie listę priorytetów. Czyli listę spraw, bez których dalej ani rusz i spraw, które mogą zaczekać na lepsze czasy. Każda i każdy z nas ma takie sprawy - ważne i ważniejsze. Ja jestem właśnie w trakcie dzieleniach moich punktów według stopnia ważności. I nie zawsze są to łatwe decyzje, bo czasami trzeba komuś coś odmówić, narazić się na krzywe spojrzenie, może nawet na zerwanie znajomości. 


Porządek musi być :)


Niedawno jedna przemiła niemiecka blogerka napisała o tym, że potrzebuje więcej czasu dla siebie, aby później móc innym dać więcej z siebie. Pisała o tym, żeby wpuścić w swoje życie więcej świeżego powietrza, żeby otworzyć drzwi, ale nie na zewnątrz, tylko DO siebie i wsłuchać się w to, co mamy sami sobie do powiedzenia. Ta metafora bardzo mi się spodobała, bo mam wrażenie, że znajduję się w podobnym punkcie mojego życia. Zanim jednak w ogóle do tych drzwi się dostanę, muszę najpierw zrobić wokół siebie generalne porządki, bo mam pod nogami pełno drobiazgów, papierków i niepotrzebnych bagaży, które mi przeszkadzają i totalnie krępują. Tych drzwi prawie już nie widzę! 

Dlatego - moi drodzy - będę się tu pojawiać nieregularnie - tak, jak czas i inne zadania pozwolą. I mam nadzieję, że w tej nieregularnej, ale szczerej i szczególnej podróży będziecie mi towarzyszyć :)




10 komentarzy:

  1. Dominiko, doskonale Cię rozumiem. Cisza na blogu wcale nie oznacza, że nic nie robisz. Ja w takich momentach robię właśnie najwięcej, pracuję na wysokich obrotach. Potem mam się czym dzielić i czym chwalić ;) Nazywam to ciszą przed burzą ;) Czekam zatem na nowe posty, buziaki, Monika K.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podczytuję Panią od jakiegoś czasu, no od jakiegoś... od kilku miesięcy, czyli odkąd przeprowadzilismy się do De. Dziękuję za ten szczery i potrzebny wpis. Sama mam ostatnio jakiś wewnętrzny bunt, potrzebę zrobienia takich "porządków". Ot, po prostu przyszła pora powiedzieć dość, dość pokazania za dziećmi, za mężem, za trendami (spokojnie, wszystkie rolę dalej wykonuje), pora tylko pamiętać o sobie i swoich priorytetach. Udanego "pokazania" za sobą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Twoj blog to kopalnia informacji,moczarami wracam do starszych postów, aby cos sprawdzić. Wrócisz jak bedzie na to czas. Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Czasami miało byc u gory ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Trafiłam tu przypadkiem od Ewy z bloga Jedz z apatytem:-) Monachium to moja częsta przystań, rodzinnie i sentymentalnie tu bywam:-) Zaczęłam czytać o Polkach w Monachium, bo mam tam bliską rodzinę, sama całe studia dorabiałam do studenckiego portfela w piekarni u Zöttla:-) Pozdrawiam i zapraszam do siebie:-)!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) W wolnej chwili na pewno zajrzę!

      Usuń
  6. Godny plecenia blog, czy można prosić o konkretny artykuł?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie realizuję artykułów na zamówienie - chyba że biznesowo ;) Wtedy proszę o kontakt mailem.

      Usuń

Dziękuję za Twój komentarz :)